To może zrobię małe podsumowanie wyjazdu...
Wyjechaliśmy bladym świtem z Warszawy. Kadzisław, nasz wspaniały kierowca w jeszcze wspanialszym samochodzie ustawił na tempomacie 140 km/h i samochód jakoś się toczył do przodu. Niestety, nie ustawił automatycznego skrętu we właściwym momencie, przez co końcówka drogi przebiegła po takich drogach, że mogliśmy od razu sprawdzić właściwości terenowe auta. Zaczynam zresztą przypuszczać, że to było zamierzone.
Jeszcze tylko chwilka na stacji benzynowej na której był bardzo niemiły pan, jeszcze gorsze kible (bo zamknięte) i już - jesteśmy na miejscu. A tam parę samochodów, trochę ludzi, jakieś zero i piękne słońce. No to zgłosiliśmy się do biura, wyciągnęliśmy nasze wspaniałe zabawki i popykaliśmy do tarcz. Kilka podziurawiliśmy, a tymczasem na horyzoncie zaczęły się pojawiać chmury o sporo ciemniejszej szarości, w skali CMYK określiłbym je na jakieś 60% czarnego. Ciemne.
Przed dziesiątą wszyscy siedzieliśmy sobie grzecznie i czekaliśmy na rozpoczęcie zabawy. Chmury zrobiły się jeszcze ciemniejsze, jakieś 70% czarnego, a do tego zaczęło nieźle wiać. Tak fajnie wiało, że najpierw zwiało jeden namiot postawiony nad ławami na których siedzieliśmy, potem drugi. Oj, fajnie wiało...
Z kilkuminutowym opóźnieniem rozpoczęto wywoływać listy startowe. Ceremonię przerwało jeszcze wręczenie pucharu dla Krzyśka Siudy, aktualnemu Mistrzowi Świata i okolic w HFT2. Potem poszliśmy na tor.
Początki były niezłe. Każdy cel to jeszcze większa zabawa. Wiatr szalał, ale w zupełnie nieprzewidywalny sposób. Dochodziło do takich absurdów, że zwiewało śrut podczas strzelania do figurek w gęstych krzakach na małych odległościach, a nie zwiewało tego, który miał dolecieć na ponad 30 metrów w odkrytym terenie. Jednym słowem loteria bez fantów.
Tor przygotowany był naprawdę nieźle. Można by się przyczepić do braku stoperów na początku (już na drugim stanowisku stopery doniesiono), można by się też przyczepić do tego, że jak wiatr wiał to gałęzie i liście zasłaniały figurki. Ale to detale - trzy minuty na dwie figurki to i tak kupa czasu, spokojnie można strzelać bez stoperów, a drzewa czasem wracały na swoje miejsce i odsłaniały figurki. Oznaczenie celów - wzorowe. Stanowiska wygodne, szerokie, bez niepotrzebnych udziwnień, wszystko czytelne.
No to tak sobie chodziliśmy i strzelaliśmy, aż chmury dostały jeszcze z 10% szarości i zaczęło padać. Padało, padało, my mokliśmy, zabawa na maksa. Jeden plus - przestało wiać. To znaczy dmuchało cały czas, ale przynajmniej z jednego kierunku, już trochę słabiej i jakby bardziej przewidywalnie.
Świetnym rozwiązaniem jest osobny tor dla FT po dwie figurki na każdym stanowisku. Zwłaszcza jak jest kiepska pogoda. Zeszliśmy z Zappem i Michealem_Grey do "bazy" jako jedna z pierwszych grup FT, potem zeszły się następne a HFT... Jaszczurki schodziły się duuużo dłużej

Oni mieli więcej zabawy z moszczeniem się na stanowisku, bo dla HFT ustawiono 40 torów.
Teren ma spory potencjał, gdyby nie to, że było zimno i mokro to dzień byłby zdecydowanie przyjemniejszy. Cele ustawiono z głową, nie brakowało ani dalekich figurek, ani "piętnastek", wymuszone nie były jakieś absurdalnie trudne (nie mogły być skoro położyłem 3 stojaki

), ale jednocześnie nie było za łatwo. Choć na wyniki na pewno miała wpływ także aura. Ja na przykład w pewnym momencie przestałem czuć spust, tak mi zmarzł palec, że dwa razy nie poczułem progu na koniec pierwszej drogi spustu i padł strzał, choć nie miałem takiego planu. Na szczęście tego dnia zmieniłem trochę swoją technikę celowania, i zamiast robić "najazd z prawej na cel" z dociśniętym spustem, dotykałem spustu dopiero gdy widziałem KZ w środku krzyża. Technika nowa i w zasadzie do kitu, ale fartownie udało mi się. Choć jak schodziłem do bazy wcale nie podejrzewałem, że to drugi wynik dnia, miałem nadzieję na jakieś miejsce w pierwszej dziesiątce.
Później było jedzenie i walka z zimnem. Co do jedzenia się nie wypowiem, bo nie zamawiałem. Wydaje mi się, że głodny by się nie najadł, a ktoś tam mówił, że pierogi zimne, ale było, wyglądało nieźle a w ogóle to mam już dość przypieprzania się do kateringu na zawodach. Co do zimna, to całe szczęście, że Kadzik był tak miły, iż pozwolił nam siedzieć w samochodzie przy włączonym ogrzewaniu w oczekiwaniu na ogłoszenie zwycięzców. Wyszliśmy z auta na dobrą sprawę tylko po to, żeby odebrać nagrody i szybko wrócić po rozdaniu pucharków. Potem jeszcze uścisk dłoni mrpgxx - podszedł specjalnie do naszego wehikułu żeby się pożegnać i - wio do domu. Po drodze jakiś McDonald w Radomiu, wyścigi z bladoniebieskim Subaru na trasie, wreszcie - koniec trasy

Podsumowując - wyjazd bardzo udany, zarówno pod kątem osiągnięć sportowych, jak i towarzysko. Obśmialiśmy się jak dzikie osły.
Co do samej organizacji chłopaków z Jury, muszę przyznać, że im się udało. Tory super. Wszystko pięknie opisane, trasa oznaczona, nie sposób zabłądzić. Mała wpadka ze stoperami, ale u nich nikt nie strzela FT, więc mogę zrozumieć. Odprawa spóźniona kilka minut, ale po drodze mieli ratowanie dobytku i powalone namioty, więc nie ma się co czepiać. Dzieciaki na podium dostały po miśku i jakiejś grze komputerowej, fajny gest. Odnoszę wrażenie, że tarcze na zero były źle opisane, w każdym razie u mnie wskazania na kole były o parę metrów różne od tego co czytałem na karcie, ale może za daleko siedziałem o linii i nie strzelałem na wprost tylko pod kątem. No i jestem pod wrażeniem przygotowania wyników. Szybko, niby było mało osób, ale tak czy inaczej - wyniki zaraz następnego dnia jeszcze nie są standardem. Do tego opisy stanowisk i zdjęcia każdej figurki. Czapki z głów panowie, z żalem muszę stwierdzić, że w tej materii jesteśmy daleko za nimi. Na szczęście mamy fajniejsze koszulki, kurtki i czapki, że nie wspomnę o wynikach naszych zawodników

Cóż. "Dali radę" i naprawdę wysoko zawiesili poprzeczkę. Będziemy musieli się sprężyć żeby nas potem nie pokazywali palcami i żeby porównanie naszych MP nie wypadło blado przy tym, co pokazali goście z Jury.